Poranek tak piękny, że nawet moja najdroższa mateczka nie dała rady wywabić mnie spod kołdry zapachem naleśników i najlepszą, bo jej własną - z cytryną i odrobiną czułości, herbatą.
Syneczek rudzielec zaszył się gdzieś w nogach i grzeje, powiem więcej, mruczy, co zdecydowanie nie działa na mnie stymulująco. Tosinka śpi metr nade mną, na parapecie.
Trzeba mi przespać dni aż do wtorku.
Recepta na ból zamostkowy, który w moim przypadku nie jest oznaką zawału lub jakiegokolwiek innego schorzenia ciała: "Kamień na kamieniu" Myśliwskiego. Słowa, słowa, słowa. I sen. I mak.