piątek, 8 czerwca 2012

Somebody To Love

Do wolności kilka dni. Zresztą, żadne kilka dni, nawet sekund już nie brakuje, po prostu pełnia wolności od teraz. 



Do wolności kilka dni. Zresztą, żadne kilka dni, nawet sekund już nie brakuje, po prostu pełnia wolności od teraz.

środa, 30 maja 2012

From Dusk Till Dawn

Telefon od brata M.: "Witaj siostro, trzeba celebrować życie. Celebrujmy życie, tak. Celebrujmy życie."

Obawiam się jednego - że skończę jak poniżej. Jak to dobrze znać swoje skłonności.

poniedziałek, 14 maja 2012

Shitty day

Pierwszy drugi trzeci czwarty piąty 16.30 bo rozpieprzają mi plan.
Moje samopoczucie dnia dzisiejszego spada z godziny na godzinę, wieczorem będę czołgać się po terakocie, o trzeciej w nocy spadnę piętro niżej przygnieciona ciężarem rutyny, a rano, wbrew oczekiwaniom, nie podniosę się ani o centymetr.

Świętego spokoju. Tego mi trzeba.


niedziela, 13 maja 2012

Hell is around the corner

Schodząc po schodach dostrzegłam siebie z zewnątrz. To takie nienaturalne.
Nagle zaczęły doskwierać mi własne myśli i fakt, że nie mogę się od nich oderwać. Że nawet w największej samotności jestem wciąż skazana na siebie.
Jeśli piekło to miejsce, w którym witają nas z naręczem naszych niewykorzystanych szans i utraconych możliwości, a następnie zostawiają samych na wieczność?

sobota, 12 maja 2012

Lively Up Yourself

Stwierdzam że przejmować nie się będę, ani zadręczać ani tym bardziej zastanawiać.
Pięknie. Czuję się pięknie.


piątek, 11 maja 2012

Al Green- Lets Stay Together

Każdy kotek ma swojego kotka <3

 
                         

Trzy

Znów zamykam oczy i marzę. Jest mi ciepło w serduszko i bardzo spokojnie. Nie mam zmartwień. Czekam na niedzielę, kiedy wrócę do pośpiechu i szaleństwa. Ale na razie nadal spędzam czas leniwie, powoli, na palcach. Jak kot.

czwartek, 10 maja 2012

Mumford & Sons - Nothing Is Written (Untitled) HD

Zbyt dużo kroków każdego dnia.
Chcę wyjechać. Daleko, tak daleko, żeby nikt nie był w stanie zawrócić mnie z mojej drogi. Gdzie żaden człowiek nie mógłby powiedzieć: 'Znam cię, wiem kim jesteś, pamiętam'.




Mate jako płyn życiodajny

niedziela, 15 kwietnia 2012

Wieczory.

Wieczorne serie uniesień czy upadków (zależne od fatum i jego humoru) to ten moment, na który czekam odkąd o poranku otworzę oczy.
Wieczorne serie to rozmowy. Moja świadomość jest wówczas punktem położonym w najbliższej z możliwych odległości od tylnej ściany czaszki. Kiedy punkt spokojnie leży, nie bawi się w przesunięcia i strzałkowanie, wszystko jest łatwe, słowa płynnie układają się w zdania, zdania po linii prostej trafiają do punktu położonego w najbliższej odległości od tylnej ściany czaszki rozmówcy.

Gorzej, kiedy punkt lekko drży. Na ogół nie wykonuje gwałtownych ruchów, jedynie drżenie. Ale to wystarczy.
Wtedy upadam.

sobota, 14 kwietnia 2012

Dobre dni.


Mam w głowie tysiące obrazów. Przechowuję je na te chwile, w których zbyt mocno boję się otworzyć oczy. Dzięki nim mogę widzieć.


Mogę widzieć.

Daydream In Blue

Ostatnio coraz ciszej.
Ale przecież to ja milczę.
Sama wybieram ciszę.
Lepsze to niż plucie jadem.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Spokojnie.

Jest mi dobrze. W przewrotny sposób dobrze. Z powodu.

Jestem zawieszona pomiędzy rozkwitem  przekwitaniem. Gdzieś w niepodważalnej ciągłości. Jak mały, nic nie znaczący przerywnik. Jestem. Dobrze.

Spokojnie.


piątek, 16 marca 2012

Jestem.


Dziś wyrywam się. Już chciałabym być poza, staram się przecież tak mocno i. Chyba jeszcze nie teraz. Jeszcze nie czas na skok. Ale przyjdzie czas. I wtedy wszystko powolutku, po malutku, nożycami ogrodowymi. Poodcinam. Zostawię daleko.

czwartek, 15 marca 2012

My się znamy?

Przeprowadziłam eksperyment. I to wcale nie byle jaki, bo zaangażowany był w niego cały autobus nr 160 (trasa Centralny-Targówek). Tenże autobus przewoził dwie obywatelki jednego z państw położonych na zachód od Polski. Ogólnie jest znaną teoria, że Polacy uśmiechają się mało, jeśli nie zbyt mało, że jeden drugiemu wilkiem i jedynie z byka patrzy. Jako, że miałam idealne warunki, by przetestować powyższe założenie, na te pięć przystanków, które dzieliły mnie od punktu docelowego, zamieniłam się w pogromcę mitów. Więc uśmiech do pierwszej lepszej naprzeciwnej, całkiem nieźle wyglądającej pani ( do mężczyzn uśmiechałam się sporadycznie, bo nigdy nie wiadomo co taki sobie pomyśli i w jakim celu odpowie i czy przypadkiem nie wysiądzie zaraz za tobą zamieniając momentalnie twoje nogi w galaretę, wcale nie z powodu dobrego wrażenia), niestety z marnym skutkiem, pani zmierzyła mnie spojrzeniem zdecydowanie nieprzychylnym. Więc zaraz uśmiechem w następną. Nie osiągnęłam nic poza szybką ucieczką, zarówno oczu w bok, jak i z pola mojego widzenia. Żeby nie robić z siebie dalej kretyna, wycelowałam tym razem w jedną z przedstawicielek zagranicy, która akurat na mnie patrzyła. Nareszcie! Kobiecina odśmiechnęła się i to całkiem miło. Z tym, że po chwili zamarłam przerażona. Bo jak to, jedna babka nie stąd może się uśmiechnąć, a dwie bardzo stąd nie mogą? Zniechęciłam się, chyba trochę za szybko. Ale do eksperymentu postanowiłam wrócić. Za to wczoraj w przychodni (pełno małych dzieci i ja jedna całkowicie nie pasująca, bo za duża, tylko głowa mnie rozbolała) wszystkie matki chorych dzieci jak jedna wielka rodzina. A mój to ostatnio trzydniówkę przechodził! Boże jedyny, a moja jakiejś wysypki dostała, pani kochana ja już mam dość, co dwa tygodnie choruje. Jednego żałuję. Że w takim autobusie nikt na trzeźwo i przy zdrowych zmysłach się do ciebie nie odezwie (ba!), ale gdy przyjdzie do narzekania, to cała przychodnia gotowa.

wtorek, 13 marca 2012

Nuit Sur Les Champs-Élysées

Bez sensu. Brak jakiegokolwiek, nawet najmniejszego elementu, który mógłby okazać się racjonalny. Nie lubię sytuacji, w których jedyne, co mogę zrobić, to współczuć. Gdy nie wiadomo nawet, co powiedzieć.

W świetle obecnych wydarzeń chyba nie mam prawa się złościć i narzekać na swój los.

poniedziałek, 12 marca 2012

Lolita

Toksyczny, obrazoburczy, świeży. Zachować w pamięci oczy Ironsa i banieczki krwi na ustach zamordowanego człowieka.

Nie ma nic lepszego, jak leczyć rany na ciele oglądając opowieści o czyjejś poranionej duszy. Albo innym poranionym ciele, zależy od natężenia światła za oknem. Jeśli chodzi o dzień dzisiejszy (jakże uroczy poniedziałek) kino według Tarantino zdecydowanie nie odpowiada, karmię się za to twórczością Adriana Lyne'a. Trująca, ale w smaku doskonała.

Pozostaję teraz sama w harmonii z. Gorąco za oczami. W ustach smaku brak. Noc.

Tymczasem.

Kot nie ma już siły. Wychodzi z najciemniejszego zakamarka, stąpa nieco ciężej niż zwykle, mija czwartą nogę od krzesła, zatrzymuje się i układa na chłodnej posadzce. Nie ma już siły.

Kot, bo okno, długi skok do brudnej szyby, szukanie w powietrzu zapachu wiatru z lepszych stron, półprzymknięte oczy, wąskie źrenice. To wszystko daremne, tak bardzo daremne.

Nie ma siły.